zaufanie i zazdrość kryzys

Zaufanie potrzebne od zaraz

LIST OD JACKA

 

Witaj Jacku,

Zaproponowałeś tym razem naprawdę  „gruby” temat ale jak czytam wynika on ze statystyk i to jak wnioskuję z listu  nie małych. Trochę mną wstrząsnąłeś przyznam. Jednak  nie zaskoczyłeś bynajmniej ale po prostu poruszyłeś moje współodczuwanie. Temat zaufania do siebie jak i ufności do innych w dalszej kolejności poruszam przy każdej możliwej okazji na  wykładach, szkoleniach, warsztatach, monitoringach czy coachingu. Dlaczego? Bo to dla mnie baza, podstawa na której buduje się dalej, siebie, własne życie,  wartości, działania, szczęśliwe życie i rozwój zawodowy.

Wg, mnie nie można funkcjonować sprawnie i szczęśliwie w życiu osobistym i zawodowym z deficytem zaufania do siebie.  Jak nie ufasz sobie to jak masz ufać innym? Przecież tego nie rozumiesz co to znaczy ufać innym bo tego nie znasz? To tak jak z miłością. Jak nie umiesz kocha, lubić siebie, jak nie czujesz co to znaczy być kochanym, to jak podarować to uczucie innym?  Wiem powiesz prosto się mówi ale jak to zrobić.  Nie będę się powtarzać bo odpowiedziałeś już na to pytanie.  Startujemy od budowania ufności w dzieciach. To jest czas i miejsce, żeby zaszczepić „zakotwiczyć” w nich zaufanie i miłość do siebie za tym pójdzie wiara w siebie i w to co będą robić. Odzwierciedlenie takich zachowań powinno być przenoszone na inne osoby. Dlatego dla mnie podstawą jest uczenie dzieciaki „empatii”. Jak to robić.  Po prostu pozwolić im na odczuwanie wszystkich emocji. A nie tylko radości. Niech  wiedza jak to jest płakać i cieszyć się, smucić i gniewać oraz złościć.  Trzeba to ćwiczyć, doświadczać z nimi  i rozmawiać o tym od początku.  Większość rodziców chce uchylić kawałek nieba swoim dzieciakom, bo ich stać, bo żeby nie miały takiego dzieciństwa jak ja, żeby miały wszystko wówczas …..no właśnie, co wówczas.  Dla mnie to bzdura. Nie można fundować dziecku wszystkiego co najlepsze i wyuczać schematów świat jest piękny i wszystko ci ofiaruje. Dziecko musi znać lęk, wiedzieć co zrobić jak poczuje zagrożenie, przećwiczyć i doświadczyć upadku i sukcesu.  To jest właśnie czas i miejsce na doświadczanie i odczuwanie.  Na rozmowy o tym Jak się czujesz? Co czujesz? Rozumiem co czujesz? Co zrobisz? Tak się buduje odpowiedzialność  w dziecku i obniża lęk budując tym samym wiarę w siebie i akceptację.

Ale przecież nie mamy „szkół świadomego rodzicielstwa”, gdzie można dowiedzieć się o krokach milowych własnego dziecka, niezbędnych w rozwoju każdego dziecka. Za to mamy „nauki przedmałżeńskie” i „szkoły rodzenia” . Te drugie to jeszcze rozumiem ale wolalabym, żeby były nauki przedrodzicielskie i życia w rodzinie na skalę 21 wieku.  Pytam się a co z tymi, co świadomie chcą rozwijać rodzinę i wychowywać dzieci…..skąd młodzi ludzie mają mieć widzę jak wychować „szczęśliwego dorosłego”.? Przecież to jest podstawowe zadanie rodziców. Stabilnego emocjonalnie i pewnego siebie młodego człowieka, który wie czym jest  odpowiedzialność  i rozumie  język emocji.

Tak sobie myślę Jacku, że ludzie chętnie wydają pieniądze na „gadżety” dla swoich dzieci a szkoda im zainwestować w wiedze o swoich dzieciach. Na szczęście tu dane są już lepsze i chociaż poradniki z półek sklepowych znikają z tą tematyka ☺  to dużo jest jeszcze do zrobienia w zakresie psychoedukacji. Brakuje zaufania i psychologii współczesnego człowieka w Polsce. Świadomego praktykowania bez stygmatyzacji, że jak idę po poradę do psycholga, specjalisty to jestem chory psychicznie. Bzdura i brak świadomości i edukacji.

Psychoedukacja dla świadomych rodziców – kilka godzin  co kilka lat, to powinien być projekt kompletny.  Rząd mógłby w swoje ręce wziąć temat i pomóc kształcić w tym zakresie, chętnych rodziców, osoby, które chcą mieć wiedzę i umieć kierować wychowaniem dzieciaków i nie popełniać  niepotrzebnych błędów, które wnikają  z braku wiedzy czy doświadczania. Kształcimy w Polsce tylu dobrych psychologów a potem  pozwalamy im wyjeżdżać za ocean. Bo tam jest świadomość, potrzeba i chęć do współpracy. Tu jest co robić, komu pomagać.

Czy nie można się za to wziąć? Połączyć siły? Wskazać ścieżkę i podążać nią i uniknąć w ten sposób zwiększającej się liczbie chorób psychicznych w naszym społeczeństwie.  Wychowujmy zdrowych i szczęśliwych dorosłych a zaoszczędzimy na lekach, wizytach u kardiologów, neurologów i psychiatrów. Tu jest klucz do oszczędności dla NFZ. Trzeba zainwestować w psychoedukację, wsparcie psychologiczne dla pokolenia X i już też Y oraz psychoedukację dla rodziców pokolenia Milenijnego.

Potrzeba jest wiedza o lękach, emocjach, okrutnym wewnętrznym krytyku, etapach rozwoju psycho-motorycznego, rozwoju mózgu, sposobach radzenia sobie, zmiany systemu edukacji , wsparcia nauczycieli i rodziców. Jest nowa wiedza brak jest działań. Smutne.

Dla mnie brak zaufania do siebie to również wynik lęków . Odróżniam grubą linią strach od lęku.  Nie chodzi mi o strach….który jest tu i teraz a o lęk, który jest właśnie wyobrażeniem strachu.  Wysoki lęk to niskie zaufanie. Niskie zaufanie to schematyczne , wygodne komfortowe działanie. Komfortowe działanie to ograniczone życie. Ograniczone życie może mieć wpływ na  frustrację. Frustracja może doprowadzić do obniżenia poziomu neuroprzekaźników  odpowiedzialnych za szczęście , dopaminy, serotonimy, noradrenaliny i Gaba . Syndrom Gaba to skłonność do depresji i narzekania. Narzekanie to bezsilność i prokrastynacja / patologiczne lenistwo / .  Prokrastynaja to brak działania , brak oduczania, autodestrukcyja , brak akceptacji i lęk. I kółko się zamyka.  Dołożę do tego brak doświadczania emocji i ich rozumienia i wynik wychodzi jak u ciebie Jacku – brak odpowiedzialności za siebie, nie ufam sobie, wyuczona bezradność…….brak zaufania do innych, brak akceptacji siebie innych  I tu zazdrość i zawiść ma pole do popisu, bo innym się udaje, maja farta……znamy tą racjonalizację.

Jeżeli pytasz mnie o zaufanie, nigdy nie miałam z tym problemu w kontekście własnym, chociaż okrutny wewnętrzny krytyk to znane mi uczucie i zderzyłam się z nim nie raz w życiu. Wydaje mi się, że otrzymałam zaufanie od rodziców, powtarzali mi, że mi ufają i wiedzą, że dokonuję dobrych  wyborów, mogłam próbować i doświadczać, łamali mi schematy bardzo często i chwalili, potrafili doceniać moje sukcesy. Dzisiaj ich podziwiam za to, że nie zrobili nic przeciwko mojej niezależnej decyczji o opuszceniu domu w wieku 20 lat. Ufali mi. Czułam to, rozmawiali ze mną i dawali mi przestrzeń dla siebie. Zawsze byli otwarci na rozmowy i wsparcie.  Myślę że to zbudowało moje wysokie zaufanie do siebie .Chociaż bywało różnie jak to w każdej zdrowej polskiej rodzinie ale to dzięki nim umiem ufać innym  I wiesz Jacku to mi pomaga w rozwoju i trwaniu przy moich pasjach już 20 lat. Jak to robię? Mam taką zasadę, że na początek daję 100% zaufania i szansę, kredyt zaufania . Jednak jak ktoś je straci trudno jest odbudować zaufanie, czasami niemożliwe. Nie umiem ufać na 50%, 90%. Ufam albo nie ufam.  Zapytasz czy się nie przejechałam na tym 100% zaufaniu?  A i owszem ale to właśnie jest doświadczanie ☺ . Zgoda na porażki i błędy. Wszakże nie jestem omnipotentna.  Akceptuję moje wady i jestem ich świadoma. Lubię siebie chociaż to może niektórych dziwić ale chyba od tego bym zaczęła zmianę jakby mnie ktoś zapytał o radę.

Tak na koniec podzielę się ciekawymi wątkami z biografią Heleny Rubinstein. Miała niewiele ponad 140 wzrostu, chodziła na 12 centymetrowych szpilkach, w wieku 24 lat / na początku XX wieku / wyruszyła do Australii, samotnie w towarzystwie słoików z kremami i marzeniami. Tak dosłownie, miała marzenia, pasję i wiarę w siebie i to było podstawą do zbudowania imperium kosmetycznego. Była jedną z najzamożniejszych kobiet świata i wiesz co jest najciekawsze, że pochodziła z Krakowa, z Kazimierza w Krakowie była Polką.  Płynęła 2 miesiące statkiem, żeby spełnić marzenia i zderzyła się z wieloma niepowodzeniami po drodze. Nie miała wsparcia ani pieniędzy, nie znała języków  ale miała wiarę w siebie. Jak ona potrafiła to ja i ty i każdy może. Mamy silne korzenie korzystajmy z tego . My Polacy potrafimy łamać schematy i historia to już udowodniła.

Zaufanie dla mnie to nie powietrze, to tlen Jacku i niech nigdy go nie zabraknie, dla nikogo!

Dobrego  i czekam na kolejny list.

Joanna